• Wpisów:13
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:273 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 673 / 305 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hejka.
Jest beznadziejnie. Jutro czeka mnie poważna rozmowa z moim starym i babcią. Dzisiaj moja zdradziecka matka powiedziała, że nie pozwoli mi zmienić szkoły, że mam dalej chodzić do tej co chodzę, i że wszystko mówi staremu. Powiedziałam, że sama powiem.
Poprosiłam Adriana, żeby przyjechał... Był przy tej rozmowie. Nie chcę, żeby stary mi coś zrobił.
Wiedziałam... Niepotrzebnie mówiłam mojej matce, co się dzieje. Wiedziałam, że nie zrozumie...
Na 100% obwinią Adriana za to wszystko, lecz to nie jego wina. Wina leży po ich stronie! Tylko i wyłącznie... Adrian nadał sens mojemu życiu. Jeszcze pół roku temu, miałam myśli samobójcze, nie chciałam istnieć. Chciałam nie żyć. Posunęłam się do tego stopnia, że nawet prosiłam Boga o śmierć.
Poznając Adriana, to minęło. Depresję nadal miałam... Dopiero teraz, gdy wrócił i jest ze mną, to zaczęło zanikać.
Nie chodziłam już do psychologa, bo nie czułam takiej potrzeby... Ale teraz?! Od kilku dni, czuję, że znów wszystko zmierza do tego, że nawet żyć mi się nie chce.
Jutrzejszy dzień będzie przejebany.
Mam nadzieję, że moja babcia mnie zrozumie, chociaż wątpię, bo mówi wciąż, żebym się zajęła szkołą, żebym to skończyła... Ja nie mam na to sił.
Mam też nadzieję, że nie będzie tak źle z ojcem, że nie będę musiała wyprowadzić się z domu.
A mojej matce już nie zaufam. Wbiła mi nóż w serce.
Mówiła, że rozumie...
Chuja, a nie rozumie!
Zdradziecka!
Nienawidzę ich wszystkich.
Mam nadzieję, że jakoś to jutro pójdzie...
Trzymajcie kciuki.

PS. Nie ufajcie nigdy do końca swoim starszym! Nigdy. To was może zgubić.

Dobranoc.
  • awatar Gość: problem jest w tobie, nie matce, babci i ojcu. Bo to ty się upierasz przy swoim a najbliżsi ci ludzie którzy cię kochają chcą jak najlepiej. Oni się nie mogą mylić ale tobie się upierdzieliło i nie widzisz swoich błędów, nie odpuszczasz. Jesteś zaślepiona, popełniłaś straszne błędy chociaż cię ostrzegali, tłumaczyli, musieli nawet zabraniać, postępować drastycznie, bo do ciebie nic nie docierało. Posłuchaj starszych, mądrzejszych, wiedzących lepiej, odpuść.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hello
Tydzień nie pisałam... Cóż, nie jestem systematyczna.
Dziś mamy piątek 13-tego.
Pech? Wierzycie w przesądy?
Ja? Ja nwm... Staram się nie, aczkolwiek... Z tym piątkiem, to jakoś miałam wywalone.
Co się wydarzyło przez ten tydzień?
Nic szczególnego...
Podjęłam bardzo ważną dla mnie decyzje, a mianowicie:
Rzucam dotychczasowe technikum i idę do szkoły dla dorosłych.
Bez sensu, żebym uczyła się tego cholernego zawodu, nawet nie chciałam...
I tak bym nie przeszła, bo miałam kilka zagrożeń, więc o co mam się męczyć i czekać do 4 klasy, nie napisać matury, bo na pewno nie zdałabym matury i zawodowych, dopiero wtedy wyjechałabym z Adrianem...
A tak, pójdę do szkoły dla dorosłych, skończę, mogę wyjechać w trakcie tej szkoły...
Jeśli dobrze pójdzie, to w marcu wyjeżdżam.
Dziś powiedziałam mamie o tym wszystkim, oprócz oczywiście wyjazdu...
Przyjęła to jakoś w miarę, tylko się pytała, czemu jej wcześniej nie mówiłam... Nosz kurde, też mi pytanie... Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział, a teraz... Cóż, tak wyszło...
Boję się reakcji babci no i trochę ojca...
Dziś był u mnie Adrian... Stary oczywiście najebany, zaczął do mnie, że ma mnie już dość, to do Adriana po cichu powiedziałam, że zanim długo nie będzie ten idiota musiał mnie oglądać, to mój mężczyzna powiedział, że stary bd tęsknić...
Wyśmiałam go.
Ale wiecie, jego jedyna darmowa siłą robocza wyjedzie...
Tak mi kurde przykro, że aż wcale xD
Mam nadzieję, że to wszystko mi się uda...
Jak bym chciała mieć takich rodziców, jak Adrian.
Naprawdę...
Dobra, idę nyny.
Trzymajcie się ciepło Do następnego
 

 
Oj ludzie... Siemka!
Dalej nie wywiązuję się z obietnicy, jaką jest systematyka na blogu.
Cóż... Brak czasu.
W szkole mam jeszcze bardziej przejebane.
Teraz się w ogóle zastanawiam, czy nie zostawić tego wszystkiego, poczekać, aż Adrian zrobi kurs i wyjechać z nim, znaleźć pracę (bez szkoły bd ciężko, ale cóż), zacząć nowe życie.
W każdej przecież chwili mogę wrócić i zrobić szkołę wieczorową.
Nie dam rady w tej. Tzn... Dałabym radę, gdyby nie to, że nie zdałam zawodowych i nie zdam poprawkowych, nie zdam matury i nawet nie chcę pracować w tym zawodzie, więc po co mam się męczyć jeszcze z rok, jeśli bym przeszła do następne, ale wątpię. A tak to może uda nam się coś znaleźć i żyć za granicą, tak jak chcemy, a nie tylko zbiory.
Muszę z nim porozmawiać.
Dzisiaj to może zrobię, ale pod koniec, bo nie chcę psuć nastroju, bo będziemy sami u niego.
Wczoraj myślałam, że dostanę zawału.
Jesteśmy u dziadka Adriana na podwórku i zadzwonił telefon.
To był listonosz. Miał paczkę.
Jeszcze nigdy nie widziałam Adriana tak szczęśliwego.
Przyszedł środek, który zamówił.
Gdy się tylko ściemniło, zabraliśmy się do roboty.
Najpierw nie poskutkowało, bo możliwe, że za szybko zaczęliśmy. Drugim razem to już dało efekty. I to jakie!
Przyjechałam do domu z Adrianem, poszłam do ubikacji i co widzę?! Krew.
Moja pierwsza myśl? "To są chyba jakieś jaja"
OKRES?!
Raczej końcówka...
Ale przedwczoraj też to robiliśmy i jakoś nic!
Tylko wczoraj doszłam i to kilka razy, więc możliwe, że to dlatego
Jestem dalej zakatarzona...
To już mnie wkurza i to na maksa.
Moja odporność spadła, przy czym moja twarz jest istnym polem minowym syfów.
Plus zarost mojego faceta jeszcze bardziej mi je podrażnia.
Nosz mówię, żeby zgolił, to nie no bo "nie ma czasu".
Faceci...
Dobra, idę suszyć włosy, bo mnie moja muśka nie wypuści z domu haha.
Trzymajcie się, miłego dnia
 

 
Hejka
Jeeeeju! Miałam pisać systematycznie...
Nie mam czasu. Dla samej siebie nawet, a co dopiero na pisanie na blogu.
Teraz zaczęła się szkoła... Mam przejebane.
Dosłownie.
Ze wszystkiego prawie zagrożenia.
Z niemca na pewno bd poprawiać półrocze, już to babce powiedziałam.
Teraz muszę dupę ścisnąć i na drugi tydzień poprawić wszystko, bo jeszcze tydzień i ferie.
Nie mam motywacji, moja depresja daje o sobie znaki.
Co z tego, że Adrian już jest? No co?
Gdy się z nim widzę, jest super, jestem szczęśliwa, ale gdy tylko zostaję sama, mam taką w środku pustkę.
Jest mi tak źle...
Chciałabym spędzać z nim więcej czasu, chcę już skończyć tą szkołę, a tyle jeszcze zostało...
Chcę już z nim wyjechać...
Zostawić to zadupie i ten dom wariatów, w którym mieszkam i żyć w końcu po swojemu, robić swoje błędy i z nich wychodzić po swojemu, a nie, żeby ktoś mi się patrzył na ręce.
Chcę w końcu zacząć żyć...
Co się działo u mnie przez ostatnie 4 dni?
Okres...
Kłótnie z Adrianem (o picie i branie(ćpanie, palenie) bo tego nie lubię. Owszem, można się napić, ale bez przesady... A i on nie ćpa, nie bierze dzień w dzień, żeby chodzić naćpany, ale jakieś imprezy jak są, to nie potrafi odmówić, więc tabletki, buszek itp. Jak go przypilnuję to owszem, nie weźmie nic... Taki jest... I przez to skończyło się na ultimatum: Jeszcze raz weźmie, lub przesadzi z alko, kończę to, mimo, że kocham go nad życie), jestem bardzo zakatarzona...
Przez kilkanaście dni widziałam się w lustrze tylko po to, by nałożyć szpachlę na twarz i tyle, nie przyglądałam się sobie.
Wczoraj to zrobiłam.
Wyglądam jak wrak człowieka.
Moje nogi (mimo, że były szczupłe (nie pasujące do całej reszty mojego grubego ciała)), teraz są jeszcze bardziej szczuplejsze i jeszcze bardziej nie pasują do wystającego brzucha, który z resztą chyba też spadł, bo moje spodnie znów będę musiała zwęzić w pasie i chyba w nogawkach, bo wyglądają jakbym nosiła je po starszej siostrze, której nie mam.
Twarz stała mi się strasznie pociągła, blada...
Włosy osłabione, bo brak witamin... Wypadają garściami.
Oczy zmęczone, chociaż w nocy śpię...
Brak sił na cokolwiek.
Potrzebuję regeneracji, jakiegoś takiego jednego lub dwóch dni na to by poleżeć, nie robić nic, spać... Najlepiej z ukochanym przy boku.
Teraz to naprawdę dla mnie za dużo.
Ciągle poza domem...
Jestem już zmęczona...
Miałam się dzisiaj nie widzieć z Adrianem, ale tak wyszło, że jednak się widzieliśmy. Okres mi się skończył i trzeba było poszaleć. Hehe.
Ale długo to nie trwało.
Zawsze kończy szybciej niż ja... Nie wiemy dlaczego. Trwa to może z 3/4 minuty. A dzisiaj to nawet pół minuty nie było... Nawet nic nie poczułam. No bez jaj.
Wczoraj, jak był u mnie, zamówił jakiś taki środek na przedłużenie stosunku, miejmy nadzieję, że pomoże, bo jak nie to 70zł poszło w pizdu, a z seksu dłużej niż 5 minut nici.
Jestem zmęczona, idę nyny.
Jutro już może napiszę kartkę, lub kilka z pamiętnika.
Dobranoc
  • awatar AnetaKa: Aj nic nie mów. Moje założenia były podobne, może to był efekt wolnego czasu między świętami ;). Człowiek wrócił do pracy i nie ma kiedy tampona zmienić :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Siemaneczko
Ludzie, co jest ze mną nie tak...?!
Niech to szlag.
Na koniec roku taki pech...
Super!
Co się stało?!
Wszystko szlag trafił!
Nie mamy zarezerwowanego domku w Bieszczadach, gdzie mięliśmy iść z chłopakiem i znajomymi na imprezę, a później tam nocować.
Dlaczego?! Byliśmy tak zakręceni, ze nie zdążyliśmy coś wynająć.
To jeszcze bajka, zostalibyśmy w domu u chłopaka, bo jego rodzinka miała jechać gdzieś na noc.
Miałam być tylko ja i on, pusta chata, alkohol... Sami wiecie jakby się to skończyło.
"Ale przecież tak pięknie być nie może"- pomyślało życie.
Dziś po 5 budzę się z ostrym bólem brzucha (cały dół mnie bolał).
Do okresu jeszcze trochę mi brakowało, więc się zdziwiłam.
Po omacku sprawdziłam, czy to przypadkiem nie okres... No nie czułam nic!
Od razu w mojej głowie myśl: Ciąża!
Bo nie zawsze się zabezpieczaliśmy, a brzuch bolał jakoś tak dziwnie i brało mnie na wymioty.
Ale po chwili ogarnęłam, że to jeszcze byłoby za szybko...
Chociaż...
Lekko poddenerwowana poszłam do WC. Stwierdziłam, że jak zrobię 2, to mi przejdzie.
Ta gdzie... Ściągam spodnie i co?! Całe zakrwawione.
Ból w ciul silny i dziwny i to bardzo. Na wymioty dalej mnie bierze...
Cóż. Wyszłam z WC, założyłam sobie podpaskę, wzięłam tabletki przeciwbólowe (2 na raz i na pusty żołądek. Głupota). Chwilę się pomęczyłam i nawet nwm kiedy znów zasnęłam. Nawet nie słyszałam, jak mój Adrian do mnie dzwonił.
Obudziłam się jakoś po 10, zadzwoniłam od razu do niego.
Powiedział, że jego rodzina nie bd jednak spałą tam gdzie mieli spać, więc trochę chujnia, no ale można by było poszaleć i tak i tak. Ale jak powiedziałam mu, że mam okres, to trochę się zmartwił. Sama jestem na siebie zła.
Niedawno znów z nim rozmawiałam.
Gdy jest w Polsce, mam pierwszy raz okres. Można powiedzieć, że to dla niego nowość.
Wie, jak bardzo cierpię w trakcie okresu, bo gadając z nim przez Skype miewałam napady bólu.
ale nie sądziłam, że tak się przejmie.
Pytał się, jak się czuję, że na pewno mnie brzuch boli.
Boli! I to jeszcze jak!
Nwm, ale u niego coś też się stało, bo powiedziałam, że możemy jechać na imprezę w Bieszczady, bo i tak nie bd nic piłą, bo brałam leki przeciwbólowe i na pewno będę musiała wziąć jeszcze. To powiedział, że nawet nie ma ochoty na imprezę. Ja szczerze mówiąc też, ale wiadomo dlaczego. A on? Nwm... Powiedziałam, że później wracam do domu, bo nie bd się u niego męczyła z bólem jak mnie w nocy dopadnie, od przecież bd chciał spać, a ja nie dam rady, więc biorę jego auto i wracam do domu.
Powiedział, że mam tylko uważać, bo już i tak wydał dużo hajsu, a jest w Polsce dopiero tydzień. Kurde, tak mi się przykro zrobiło w ciul, bo do mnie jeździ, zabiera mnie to tu to tam, kupił mi kieckę za 200zł, co bym ja za nią nigdy nie dała. Jest mi teraz w chuj głupio. A ja mu kupiłam tylko zegarek za marne 50zł, które ledwo uzbierałam. Teraz znowu chcemy iść na lodowisko, no niby dużo tam hajsu nie idzie, ale kurde... Teraz mi bd strasznie głupio, bo gdziekolwiek nie idziemy, on płaci za mnie...
To dzisiaj spędzimy sylwestra w domu, przed tv, mogę się założyć, że on zaśpi, ja też, po północy się obudzimy i pojadę do domu. No ale przynajmniej będziemy razem.
Także pech.
A tu jeszcze do nocy w ciul czasu i jeszcze wszystko może się wydarzyć...
Wam kochani życzę miłej zabawy, wypijcie kilona za mnie i Adriana, bawcie się dobrze. Szczęśliwego Nowego Roku!
 

 
Hejka
To znowu ja xD TaBeznadziejna.
Luuuudu! xD
Już myślałam, ze w tym roku nie wydarzy mi się nic nadzwyczajnego.
Myliłam się i to ostro.
Przytrafiło Wam się kiedyś, że ktoś przyłapał Was na seksie z ukochaną osobą?
Mi tak... Pierwszy raz. I to w pięknym stylu.
Słuchajcie...
Jestem aktywna seksualnie od... 3 miesięcy, z czego przed wyjazdem mojego Adriana robiliśmy to tylko dwa razy, po czym do jego przyjazdu teraz, na święta nic.
Moi starsi nic nie wiedzą.
Gdzie to robimy? Głównie w aucie. Raz u niego w domu (nie ma swojego pokoju), oczywiście nikogo oprócz nas nie było. I raz u mnie, również pod nieobecność mojej rodzinki.
Dlaczego nie robimy tego u mnie, skoro mam swój pokój?
Ha! Zero prywatności.
Nie mogę zamknąć na klucz, bo nie ma zamka. Moja mała sis biega, nie puka, moi starsi to samo. No zero prywatności! Dosłownie!
Ale cóż... Auto duże, więc dajemy radę xD
Jestem dziewczyną, która baaaaardzo lubi seks.
Wręcz uwielbiam.
Dla mnie w tym temacie nie ma tematu tabu xD Trochę bez sensu napisałam, ale wiecie o co mi chodzi
Nie boję się o tym rozmawiać i jestem otwarta na różne sugestie ze strony mojego chłopaka.
Więc do rzeczy...
Przyjechał do mnie dzisiaj po czym pojechaliśmy do mojej psiapsi Mariolki, bym zobaczyła jej kieckę na sylwestra i zawiozłam jej jeszcze dwie moje, jakby jednak się tamta odwidziała.
Chwilę posiedzieliśmy i pojechaliśmy, bo miałam chcicę, a mój ukochany nie protestuje. Wręcz przeciwnie, cieszy się, ze nie musi mnie do tego namawiać.
Zawsze jeździliśmy w nasze "ustronne miejsce", ale dzisiaj stwierdziliśmy, że pojedziemy bliżej... (moim tempem, gdy ja prowadzę, to tak z 5/7 minut bliżej od naszego miejsca).
To ył jednak zły pomysł. Baaardzo zły.
Ludzie...
Dochodzi co do czego, jesteśmy już w fazie zaawansowanej, po czym Adrian mówi, że coś tu chyba jedzie. Też widzę światła, które odbijają się na jego twarzy, ale myślałam, że auto będzie jechało drogą główną i ominie polną, na której staliśmy.
Ale jednak jechało w naszą stronę. Adrian wypalił do przodu (mieliśmy na sobie bluzy), za kierownicę, a ja szybko zaciągnęłam spodnie (bez majtek) na dupę i zakryłam się kurtką.
Mignęły nam kolorowe światła.
Pierwsza myśl? Mamy przejebane. Suki...
-Dowód rejestracyjny i prawo jady proszę- usłyszeliśmy.
-Dowód tożsamości koleżanki proszę- dodał.
Kurwa xD
Dobrze, że wzięłam prawko i dowód, bo tak to byśmy mięli przejebane.
Gościu do nas, że to nie jest idealne miejsce na to, że ja jestem tutejsza i powinnam to wiedzieć.
Ja sobie myślę, zajebiście. Jeszcze jak gościu zna mojego starszego po nazwisku ( z naszej gminy dużo osób się zna, nawet na policji), to już całkiem...
Okazało się, że to jednak graniczna.
Już trochę mi ulżyło.
Patrzę do lusterka, a gościu gdzieś dzwoni.
Cholera. Jak moje nazwisko poznali?! Szlag...
Po 15 minutach przychodzi gościu, mówi, że wszystko w porządku, żebyśmy jechali na X do Y.
Patrzymy się po sobie z Adrianem... Pojechaliśmy. Tylko już do naszego miejsca... Jakbyśmy od razu nie mogli tam jechać xD
Musieli mieć z nas niezły ubaw.
Mam tylko nadzieję, że nikt nie zna mojego starego i nikogo o tym nazwisku, bo chyba ucieknę wtedy z domu xD
Taaaakże...
Zakończenie roku- genialne.
HA! Aż się boję co jutro będzie xD
Trzymajcie się ciepło.
Miłego sylwestra i Szczęśliwego Nowego roku
Aaaa i jeszcze coś.
Jeśli tak jak ja i moja druga połówka uprawiacie seks w aucie, jeździjcie tylko w to sprawdzone miejsce, bo inaczej może się to skończyć nie za fajnie xD
Aaaa i jeszcze jedno xD
Jak on mógł (gościu z granicznej) robić to w aucie na X w Y. Przecież tam ludzie chodzą, auta jeżdżą, ryby łowią... A chaszczy brak xD
Dobry skurczybyk
Miłego
 

 
Siemanko Znów trochę mnie nie było Dużo się dzieje i nie mam zbytnio czasu.
Dziś moja przyjaciółka (Wiktoria- zmienione imię), mówiła, że robi podsumowanie roku. Postanowiłam, że też to zrobię, bo bardzo dużo się wydarzyło.



Zacznę od sylwestra i nowego roku... Jak spędziłam? Tańcząc zamknięta w pokoju, przed lustrem i rycząc.
Moi znajomi się bawili, byli z kimś, a ja sama, ryczałam ze słuchawkami w uszach. Poszłam rano do kościoła i tak to pożegnałam stary i powitałam nowy rok.
Myślałam, że wszystko się zmieni, ale gdy tylko wróciłam od mojej byłej przyjaciółki, którą malowałam a sylwestra. Wróciłam i się wszystko powaliło. Przypomniały mi się wszystkie przykre sytuacje, oczywiście niemiłe. Myślałam, że znów czeka mnie chujowy rok... Że nic się nie stanie, znów będę tą samą dziewczyną...
Bardzo się myliłam. O jak bardzo!
Już od grudnia 2015r. (jak w późniejszych postach będą kartki z mojego pamiętnika) pisałam z takim chłopakiem, nazwijmy go Rafał, którego poznałam przez spotted. Pomyliłam go z kimś innym, no ale cóż, nie żałowałam... Przez chwilę xD
Postanowiłam, że koniec z Białaskiem, że mam wywalone na to, czy ktoś mnie lubi czy nie...
Pamiętam, że wzięłam jeszcze udział na fb w wydarzeniu "Nie zakocham się w 2016r" (wiem, dziecinada).
Dokładnie 10.01.16r. byłam wolontariuszem na WOŚPie, w tym samym dniu wdziałam się pierwszy raz z Rafałem.
Postanowiłam, że będę się udzielała w wolontariatach.
Spotykałam się z Rafałem, ale kończyło się tylko a siedzeniu jemu na kolanach i na koniec pocałunkiem w policzek. Bez jaj... To jest facet! W lutym myślałam, że się w nim zakochałam... To ja miałam zrobić ten pierwszy krok, pocałować go, bo wiedziałam, co jest, co do mnie czuje... Ale ja nie byłam pewna, czy to, co ja do niego czuję, to od razu miłość. To było... Nawet nie zauroczenie. To była świadomość, że w końcu mogę kogoś mieć, nawet, gdy nic do tej osoby nie czuję.
Chciałam faceta, który będzie dominował, a nie będzie ciotą.
Pod koniec marca, jakoś może początkiem kwietnia zerwałam znajomość z Rafałem.
Stwierdziłam, że to nie ma przyszłości, bez sensu. No ludzie... Tutaj do mnie coś o seksie mówił, co za każdym razem miałam mu ochotę strzelić w ryj, bo dla mnie to był koszmarny temat... A pocałować mnie nie pocałował...
Czy żałowałam mojej decyzji? Skądże.
Długo nie musiałam czekać na kolejnego fraglesa.
W kwietniu pojawił się Sylwek. Poznałam go na jednym z portali randkowych. To było jeszcze przed moją operacją.
Chciał się umówić, lecz powiedziałam, że dopiero w maju, ale namówił mnie kilka dni przed operacją... W sumie to poznałam go chyba z 3 dni przed operacją. Pisałam z nim przez kilka godzin i się na drugi dzień z nim umówiłam... Nienormalna normalnie... xDD
Poszłam...
Okazało się, że to brat mojej koleżanki ze szkoły. Super xD
Od razu facet chciał się całować. Opierałam się przez półtora godziny. Nie chciałam, bo jedyny raz całowałam się na wakacjach w 2015r. I też trzymało mnie to, że jest bratem mojej koleżanki. Gdy mnie odprowadzał, stwierdziłam, że okej. Dam mu się pocałować. No i ślimak xD
Później przychodził do mnie do szpitala... Gdy wyszłam ze szpitala, po operacji nie widzieliśmy się przez chyba tydzień, później zaczęłam do niego jeździć. Świeżo po operacji. Rozumiecie?! Z przystanku miałam do neigo z jakieś 10/15 minut, a później jeszcze na 4 piętro po schodach...
Kłamałam rodziców, że jadę do koleżanki itd. Mówił, że mnie kocha, a ja mówiłam, że kocham jego. Ale to z mojej i jego raczej też strony były to tylko puste słowa.
Ale dziękuję mu tylko za to, że przełamał mnie w sprawach łóżkowych. Wzajemne poznawanie swojego ciała, robienie sobie dobrze. Na tym się kończyło. Nie chciałam uprawiać seksu bez gumki. Miał kupić i po kilku dniach mieliśmy to zrobić... Ja byłam dziewicą, on już był aktywny seksualnie.
Ha! Zaczęło się szybko i skończyło się też szybko Nie trwało to miesiąc xD
Także... Podsumowując: Chciałam stracić dziewictwo z facetem, którego znałam może z 2/3 tygodnie xD
Gratki dla mnie xD
Chwilę się pomartwiłam, gdy do mnie nie pisał, bo brakowało mi tego... Zaspokajania się nawzajem. Ale po kilku dniach mi to przeszło
Znów nie musiałam długo czekać. Zaglądałam na tą profil randkowy tylko z nudów. Pisałam z ludźmi, ale miałam dość. Dałam sobie spokój. Zawsze jak zaczynałam pisać, powtarzam PISAĆ, to ZAWSZE myślałam o chłopaku, ze on bd mój, że mi z nim wyjdzie. Aha, jasne... Wyszło... Ohoho.
Teraz było inaczej. Napisał do mnie powiedzmy Adrian. Zobaczyłam jego zdj... Trochę mi nie podpasował, ale nie jestem taka, że oceniam po wyglądzie. Zaczęłam z nim pisać, już miałam sobie dać spokój, ale jego charakter wziął górę i pisałam z nim dalej. Był za granicą. Więc możliwość spotkania się, była prawie zerowa, do lipca, bo miał przyjechać. Później przeszliśmy na SKYPE. Powiem, że miłe zaskoczenie. Nie był aż taki zły xD hehe.
Od 01.07 do 05.07 byłam u mojej przyjaciółki Wiktorii, na wakacjach. Dokładnie 05.07 były moje 18-ste urodziny. Od rana był to zwykły dzień. Na fb znajomi składali życzenia, dodawali kompromitujące mnie zdjęcia... Wróciłam do domu z Wiktorią (w sensie do mnie) i dzień jak co dzień. Co z tego, że to były moje 18-ste urodziny? Nie miałam jakiegoś przyjęcia czy coś. Od mamy tylko dostałam życzenia, stary to nawet nic nie powiedział...
Ale... Mimo tego, to były moje najlepsze urodziny. Dlaczego? Dlatego, że widziałam się z Adrianem. Miłe zaskoczenie. Całkiem przystojny.
Zaczęliśmy się spotykać. Przyjeżdżał do mnie pod dom, zabierał mnie spod niego. Na prawdę bardzo fajnie mi sie z nim dogadywało. Jeszcze jak był za granicą, postanowiliśmy, że jak przyjedzie, to pojedziemy w Bieszczady na 3 dni i 2 noce. Powiedziałam starszym, że jadę do Wiktorii. Zgodzili się. Powiedziałam, że Adrian mnie zawiezie. Nie protestowali.
Bardzo miło było. Pogoda? Padało od początku z przerwami...
Czy do czegoś doszło? Miało, ale nie doszło.
Skończyło się na poznaniu swoich ciał.
Od tego wyjazdu jesteśmy parą. W styczniu będzie pół roku. To mój najdłuższy związek. Szok.
Później wyjechał znów do pracy. Tęskniłam bardzo.
Po mojej "imprezie" urodzinowej dla rodziny, robionej tylko po to, by mieć hajs xD Materialistka haha. Po niej, gdy odprowadzałam Mariolkę z Wiktorią na przystanek, poznałyśmy grupkę chłopaków, w której był Paweł.
Później wraz z Wiktorią widzieliśmy się z nimi.
Później z Mariolą pojechałam do nich na ognisko, na którym upiłam się do zgonu. Paweł coś do mnie zarywał od początku, a wiedział, że mam chłopaka. Chciał mnie pocałować, lecz mu się nie dałam, a byłam nawalona w cztery dupy.
Tydzień później w mojej miejscowości był festyn. Przyjechali. Wtedy to już przesadzał na maksa. Chciał mnie całować, szedł ze mną za rękę. Matko!!! Jaka ja głupia byłam, że ja mu pozwoliłam się za rękę złapać... Ale tak mi strasznie tego wszystkiego brakowało, tej czułości... Ale pocałować go nie pocałowałam.
Później chciał się widywać, powiedziałam, że nie.
Ostatnio napisał do mnie na święta z życzeniami.
We wrześniu przyjechał Adrian na urlop. Pojechałam do niego na festyn, chwilę posiedzieliśmy na ognisku i pojechaliśmy. Ha!
Teraz najlepsze!
Jeszcze do Wiktorii dużo, dużo wcześniej mówiłam, że jak będę mieć chłopaka, to dopiero po mojej 18-stce będę uprawiać seks.
No i się stało.
Zrobiłam to z osobą, do której coś czułam... W której się zakochałam... Z chłopakiem, którego kochałam.
Zrobiłam to gdzie?
W aucie!
Straciłam dziewictwo w OPLU! xD
Po fakcie myślałam, że jak znów wyjedzie, to da sobie ze mną spokój, bo co to związek na odległość (w Polsce mieszka ode mnie jakieś z 20/22km. Musze pojechać do miasta i wtedy do niego. Ogólnie autem schodzi to z jakieś 30 minut (jak nie ma ruchu na mieście).
Ale wyjeżdżał i tak myślałam.
We wrześniu znów wyjechał i przyjechał dopiero przed świętami. 3 miesiące bez niego. Ja szalałam. Tak za nim cholernie tęskniłam, chciałam żeby już to szybko minęło.
W tym czasie w sumie od sierpnia robiłam prawko, zdałam egzamin teoria za pierwszym i praktyka też. Kilka dni przed powrotem Adriana odebrałam plastik.
W tym czasie również poznałam na siłowni takiego Sylwka. Mój błąd, że nie powiedziałam mu od początku, ze mam chłopaka. Teraz też do mnie pisze, pyta się kiedy się zobaczymy, ale nie chcę, bo mam już chłopaka, którego kocham.
3 dni przed wigilią, akurat, gdy Adrian był w Polsce, a wracał z Gdańska pociągiem, dostałam propozycję pracy. Zgodziłam się, lecz to pokrzyżowało mi plany.
W pierwszy dzień w pracy odwiedził mnie mój ukochany, przyniósł mi jedzenie. Łzy popłynęły mi po policzkach, lecz schowałam się w jego bluzie.
W końcu razem. Już więcej nie pojedzie. W każdym bądź razie na razie nie pojedzie xD
Byliśmy razem na Szczepana na imprezie. Byłam kierowcą. Oczywiście jechał z kolegami i musiał wziąć tabletkę... Niech by go cholera wzięła.Tak się wkurzyłam, ze nawet Wiki mówiła, ze dobrze jeżdżę, ale po mojej jeździe było widać, ze byłam wkurwiona!
Później spałam u niego. Co ja się naskakać musiałam, żeby uwierzyli mi, że nocuję u Wiktorii... Masakra xD
Ale koniec końców wszystko wyszło dobrze.
Jeszcze został Sylwester... Gdzie idziemy? Jeszcze nwm xD
Do zobaczenia w następnym poście
 

 
Dobry wieczór! Przepraszam, że nie pisałam od kilku dni, trochę zaniedbałam Was, no ale tak jakoś wyszło... Chłopak wrócił, dostałam propozycję pracy... Przyjeżdżam późno, biorę prysznic i lulu.
Jutro już nie pracuję, więc postanowiłam, że napiszę z racji tego, że nie mogę, a nawet nie chce mi się spać.

Z racji tego, że Święta tuż tuż, chcę Wam wszystkim, moi czytelnicy złożyć najszczersze życzenia.
A więc życzę Wam zdrowych i spokojnych Świąt, spędzonym w gronie rodzinnym (lub też i nie, jeśli nie lubicie swojej rodziny i chcielibyście się odciąć od nich jak najdalej i najszybciej ) i oby ten 2017r. był dla Was jak najlepszy. Wesołych!




28.07.15r.

Chyba jednak nie wszystko stracone. Powinnam się cieszyć, dlaczego tak nie jest?

Wczoraj napisałam do Gracjana. Rano zobaczyłam, że odczytał wiadomość, lecz nie odpisał.
Byłam wkurzona ale nie tak bardzo... Myślałam, że to już koniec!
Powoli już przyjmowałam do siebie tę myśl, że go straciłam.
Poćwiczyłam i było mi lepiej. Po południu zaczęłam oglądać "Pamiętniki Wampirów". Po którymś tam odcinku, zawibrował mi telefon, myślałam, że to Wiktoria napisała do mnie na fb... Myliłam się. To był Gracjan. Chwilę odczekałam aż w końcu odczytałam.
Popisaliśmy trochę.
Szczerze? Napisał do mnie, a ja nic nie czułam... Ani złości, ani radości, nic! Ale teraz myślę, że dobrze zrobiłam, pisząc do niego.
Przynajmniej będę wiedziała, czemu do mnie nie pisze. Praca, mecze, treningi, siłownia...
Teraz będzie mi to wszystko lepiej ogarnąć.
Wiki nie będzie zadowolona, że z nim dalej piszę...


Dobranoc
 

 
26.07.15r.

Mam już dość. To koniec...

Dziś usunęłam moje i Gracjana zdjęcia z instagrama. Może źle zrobiłam?
A może i dobrze? Sama już nwm...
Nwm, co ma o tym wszystkim myśleć.
Nie pisze, nic się nie odzywa. Jestem psychicznie wykończona.
Zastanawia mnie jedno...
Skoro Gracjan wiedział, że z tego nic nie będzie, to po co mówił, żebym dodała zdj?
A może nie wiedział?! Co ja mówię...?!
Nie mam szczęścia.
Tak bardzo bym chciała znaleźć sobie chłopaka, który bd mnie kochał i ja będę kochała jego.
Mariola mówi, żebym znalazła sobie przyjaciela. Nie! To nierealne. Nie mam takiego powodzenia u facetów jak ona. Nie umiem być taka fajna.
Moje życie jest do dupy!
Chciałabym, żeby coś się w nim działo... Coś ciekawego.
Biorę się za siebie! Dziś zaczęłam ćwiczenia, bd się bawiła facetami, tak jak oni mną. Wiem, że bd cierpiała z tego powodu, ale cóż... Życie jest okrutne.
I muszę się do niego dostosować. Mam jeszcze miesiąc czasu. Zaczynam się uczyć, lecz to nie będzie łatwe... Bd słodka, naiwna, a za razem ostra i zimna.
Koniec z Białaskiem i Gracjanem. A nawet jak ten drugi napisze...
Owszem bd się cieszyć, ale bd też zła i nawet jak bd chciał to dalej ciągnąć, ja jak zwykle to spierdole. Eh, taka jest moja natura xD.
A tak szczerze, to chcę, żeby napisał!




Wyrównanie:
Białasek to chłopak z mojej szkoły, podobał mi się, zerkał na mnie, ale cóż... Dlaczego? Dlatego, że byłam brzydka, gruba (nadal jestem ) i w następnych kartkach zobaczycie dlaczego... Co zrobiłam.
Teraz, jak mam czytać i pisać ten mój pamiętnik, łapię się za głowę i mam ochotę to jakoś zmienić, ubarwić, lecz postanowiłam, że tego nie zrobię. Jest mi bardzo wstyd, jaki miałam kiedyś tok myślenia. Jaka byłam naiwna i głupia... Ale nie zmienię nic, prócz imion, dlatego, by pokazać, z czy na co dzień wzmagają się nastolatki, dziewczyny...
Miłego wieczoru kochani Do następnego
  • awatar tabeznadziejna: @thin-this-spring: dziękuję :)
  • awatar thin-this-spring: hej :) mam trzydziestkę na karku i uwielbiam takie przepisane pamiętniki z nastoletnich czasów :) sama dużo pisałam, teraz się śmieję z wielu rzeczy :) pisz dalej, jedną czytelniczkę masz na pewno :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
25.07.15r.

No i się zjebało... A miało być tak pięknie.

Od 2 dni Gracjan wgl do mnie nie pisze.
Nwm, co się z nim dzieje...
Wgl nie ma go na fb, nwm czemu.
Chciałabym do niego napisać, wyjaśnić tą sprawę. Ale nie! Stop!
Płakałam przez idiotę 2h i nie zamierzam więcej!
Nwm, co zrobić.
Czy napisać do niego w poniedziałek i posłuchać Wiktorii i Magdy (mojej teraźniejszej przyszłej przyjaciółki, bardzo religijnej (nie żebym ja była nie wierząca), z którą nie utrzymuję już kontaktu), czy dać sobie spokój, jak radzi Mariola i być niezależną?!
Ale chyba dam mu czas do poniedziałku... Jeśli nie napisze, to ja napiszę do niego, ale to nie bd miła rozmowa. Chciałabym, żeby napisał! Nie chcę z nim zrywać znajomości! Gracjan! Napisz no!!!
Po dzisiejszym dniu u Marioli... Biorę się za siebie! Muszę! Od poniedziałku zaczynam ćwiczyć i mnie nie interesuje, że coś tam, coś tam.
Obym wytrwała.





Magda (imię zmienione) była kiedyś moją taką wiecie BFF <3 i te sprawy. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy, gdy odsunęła się od Magdy Gośka, jej inna najlepsza BFF (później przyjaźniłyśmy się przez chwilę razem we 3). Po skrócie: Gośka zalazła w gimnazjum chłopaka, z którym była 3 lata podajże, lecz ten ją strasznie ograniczał i nie pozwalał się z nikim widywać i przyjaźń Magdy i Gośki legła w gruzach.
Wróćmy do Magdy i mnie...
Przyjaźniłyśmy się i to bardzo. Nocki u niej, u mnie, ferie razem itd.
No ale byłam w drugiej średniej, Magda znalazła faceta, coś jej nie pasowało, bo ja zaczęłam się zmieniać, dorastać, zmieniać poglądy, a ta dalej była dziecinna (jest rok młodsza). Zaczęło mnie to denerwować, gdyż mnie widziała, a co ona złego robiła to już nie... No ale to moje życie, a ona chciała, żebym żyła tak, jak ona mnie ustawi! O nie! Tak być nie będzie! A w tedy znów Gośka wróciła do naszej paczki, nie miałam nic przeciwko, cieszyłam się, bo lubiłam ją. Ale zauważyłam, że Magda mnie olewa i ma mnie w dupie, częste kłótnie i w końcu z czasem brak odzewu. I do tej pory już nic, zero, null.
Ale czy jest mi przykro? Ani trochę
Miłej nocki kochani
 

 
18.07.15r.

Jeszcze w to nie mogę uwierzyć!

Wczoraj byłam z Wiktorią (w mieście) X. Jej! Było świetnie. Poszłyśmy na zakupy, coś zjeść, śmiałyśmy się... No było cudownie!

Widziałam się z Gracjanem (chłopakiem z miasta X, którego poznałam przez internet).
Jeju! Jest boski! Poszliśmy do parku, ławeczka, cień i te sprawy...
Śmialiśmy się, prawił mi wiele komplementów.
Ja mu się podobam! Na koniec, gdy miał mnie odprowadzać, powiedział:
"mogę liczyć na coś więcej?".
Wiedziałam o co chodzi.
Pocałowałam go w policzek.
"Tylko tyle?"
To zaczęliśmy się całować.
Jeszcze nie mogę tego pojąć, nie miałam go całować!
Dopiero po fakcie dotarło to do mnie, że to zrobiłam.
Chcę znów go zobaczyć, znów się z nim całować...
Aż mi ciarki przechodzą, jak sobie o tym pomyślę.
Ciekawa jestem, czy on myśli tak jak ja.
To był mój pierwszy pocałunek... Jeszcze!!!



Słuchajcie... Załamałam się. Jakim ja byłam jeszcze dzieckiem w wieku 17 lat! Masakra.
Pisząc poprzedni post, popłakałam się...
Zmieniłam się drastycznie. Sami później zobaczycie.
Od gimnazjum do teraz to jest całkiem inna osoba.
Od szarej myszki, po wulgarną, namiętną seks bombę, jakby to powiedział mój ukochany. Z charakteru jak i z wyglądu się zmieniłam. Pisząc ten pamiętnik, zażyłam 80kg przy wzroście 165cm. Szok.
Zmieniłam swój tok myślenia, nigdy bym nie przypuszczała, że w wieku 17 lat będę paliła... Teraz pisząc kartkę z pamiętnika, załamałam się centralnie. Jak mogłam być taka głupia :O
No cóż... Dopiero zaczynałam żyć, można tak powiedzieć.
Do zobaczenia w kolejnych postach. Miłej niedzieli.
 

 
Cześć Wam
Zacznę od tego, że teraz mam 18 lat. Moje życie jest dość dziwne. Jak to przyjaciółka stwierdziła, to istna telenowela.
Nwm, czy ktoś będzie czytał tego bloga, ale to może mi pomóc. W sensie pisanie go. Przypomnę sobie, a raczej postaram się przypomnieć miłe wspomnienia z podstawówki jak i te nieprzyjemne, których było bardzo dużo. Pisałam też pamiętniki... Z podstawówki ich już chyba nie mam, mam coś chyba z gimnazjum, i na pewno ze szkoły średniej, na których podstawie będę się również opierać.
Nie będzie to łatwe, bo pisałam zwłaszcza fantastykę, lecz teraz moje życie się zmieniło, ja się zmieniłam i postanowiłam się z kimś tym podzielić. Może moje przeżycia będą dla kogoś przestrogą, może kogoś czegoś nauczą, może nie, może przeczytają to jacyś młodzi, jak i zaawansowani rodzice, zależy od odbiorców.
Imiona będę oczywiście zmieniała, gdyż chcę zostać po części anonimowa, lecz nigdy nic nie wiadomo.
To może zacznę od początku.
Mam na imię, hmmm... Powiedzmy Teresa. Urodziłam się w pewną lipcową niedzielę. Ha! Niedziela! Podobno dzieci urodzone w niedzielę są bardzo leniwe. Tak zawsze powtarzali moi rodzice, a zwłaszcza starszy.
Pochodzę z małej wioski, która znajduje się na południowym wschodzie Polski.
Mam młodszą o 11 lat siostrę (nazwijmy ją Angelika), którą bardzo kocham, lecz czasem wkurza mnie, jak to rodzeństwo. I trójkę rodzeństwa na cmentarzu. Same dziewczyny... Chyba. Wiem, ze na pewno dwie siostry... Mniejsza.
Przez bodajże 7 lat mieszkaliśmy w 3-pokojowym mieszkaniu z babcią, dziadkiem, dwoma wujkami ich żonami i moimi kuzynami, powiedzmy, że Damian i Adrian.
Moja mama nie lubiły się z moją ciotką, mojego ojca brata (Jakuba) żoną (Zofią)... W sumie to nikt ją nie lubił, lecz ona i moja mama się wręcz nienawidziły.
Mając 6 lat mój najukochańszy dziadek zmarł. Bardzo to przeżyłam. Kochałam go bardziej niż mojego własnego ojca.
Nie pamiętałam go ze złej strony, lecz z wiekiem dowiedziałam się o nim przeróżnych rzeczy. Moja babcia nie miała z nim łatwego życia. Był alkoholikiem. Poniżał ją na każdym kroku, robił awanturę, bił zwłaszcza mojego starego. Nie cierpiał go. A ja mimo, że wiem, jaki był nadal go kocham. I to bardzo. Jak to mówiła moja babcia: "Byłaś jego oczkiem w głowie".
On i babcia kochali mnie najmocniej z wszystkich wnuków. A ja kochałam i kocham ich dalej.
Byłam spokojnym dzieckiem, za spokojnym patrząc z perspektywy czasu. Bawiłam się w szafkach z ubraniami i dziecka nie było. Nie mieli ze mną problemów.
Gdy miałam iść do pierwszej klasy podstawówki, przeprowadziliśmy się wioskę dalej. Moja babcia strasznie to przeżyła. Ja z resztą też. Tak jak i wcześniej śmierć mojego dziadka. Byłam dzieckiem, które bardzo dużo rozumiało, potrafiło dotrzymać największej tajemnicy.
Później moja babcia przyjeżdżała do mnie, prowadziła mnie do szkoły, gdy rodzice byli w pracy, odbierała mnie z niej, uczyła czytać, pisać, uczyła mnie pacierza.
Rok później stałam się bardzo samodzielna, potrafiłam sobie nastawić na kuchni obiad, zagotować wodę na herbatę, włączyć piekarnik. Dziecko 8-śmio letnie... Moja babcia bardzo się cieszyła z tego, ze jestem samodzielna, ale dalej przyjeżdżała, byłam bardzo szczęśliwa. Później już coraz rzadziej, bo dawałam sobie radę i byłam starsza.
W podstawówce przeżyłam piekło... Dzieciaki mi dokuczały, bo byłam nowa, troszkę grubsza od nich... Nie mogłam pojąć tego, ze jestem tak odrzucana od nich przez wygląd, zwłaszcza, że w klasie była jeszcze grubsza dziewczyna ode mnie i była bardzo lubiana. Miałam też kuzynkę, nazwijmy ją Natalia. Niby wszystko było okej, ale w szkole potrafiła mi dopiec, w domu do mamy mojej nawymyślać na mnie różne historie... Często nie chciałam chodzić do szkoły i wymyślałam, a to bóle brzucha, a tu dreszcze, a tu gorączka. Wszystko robiłam, żeby tylko nie iść do szkoły. Później w domu zaczęło się robić również do dupy. Stary zaczął pić... Gdy przychodziłam do domu, od razu kazał mi iść na pole, bo jest robota... Wiecie... W pokoju dziecka zawsze jest porozwalane, bo albo coś wycinałam, albo się bawiłam... A ten zawsze miał problem.
W szkole poniżanie, gnębienie, przychodziłam do domu, w domu to samo. Byłam też bita. Jak coś mu nie pasowało, potrafił podejść i mnie uderzyć.
Zapytacie na pewno co na to (na sytuację w szkole) nauczyciele. Rodzice kazali mi iść do nauczycieli, gdyby coś się działo. Raz zebrałam się na odwagę i poszłam. Nauczycielka z uśmiechem na twarzy kazała mi ich ignorować. Spytacie co moja mama na to, że ojciec mnie bije... Nic! Ona nic nie miała do gadania. Czasem nawet też od niej dostałam.
Sytuacje w domu, w szkole sprawiły, że stałam się bardzo, bardzo cicha, nikomu nic nie powiedziałam, nie odpyskowałam, dałam się poniżać i gnębić. A gdy chciałam zareagować, to zaczęłam się jąkać i wyśmiewali się ze mnie dwukrotnie.
Nienawidziłam najbardziej z tego wszystkiego WF. To było najgorsze, gdy miałam się przebrać, przy tych wszystkich chudych dzieciach... Później gdy ćwiczyłam, robiłam się czerwona. Mam cerę naczyniową. I moje policzki wyglądają jak buraki, gdy jest za gorąco, lub za zimno...
Znienawidziłam siebie. Swój wygląd. Jadłam, jadłam i tyłam. Bardzo. Uciekałam w świat internetu, gdy, zaniedbałam naukę...
Poszłam do gimnazjum. Myślałam, że tam się coś zmieni. Taaa! Chciałabyś! Nic! Doszedł do nas w pierwszej klasie chłopak, nazwijmy go Patryk. Bardzo mi dokuczał. Obrażał, wyśmiewał... No ale ta cichość została mi od podstawówki... Pisałam opowiadania. Chciałam je pokazać mojej bardzo fajnej pani od polskiego. Zastanawiałam się nad tym przez rok... Aż w końcu postanowiłam jej to pokazać. Była zachwycona, ja również, bo w końcu ktoś mnie docenił. To mi trochę podniosło samoocenę.
W gimnazjum poznałam moją teraźniejszą przyjaciółkę, dajmy na to, że nazywa się Mariola.
Świetna dziewczyna, również z problemami...
W 3 klasie gimnazjum poznałam takiego chłopaka z miasta, do którego miałam iść do szkoły. Do tej samej co w sumie on.
Spotykałam się z nim, lecz bałam powiedzieć się moim rodzicom, że kogoś mam, bo to nie było dopuszczalne w wieku 15/16 lat mieć chłopaka... Bo moja kuzynka (taka Roksana) zaszła w ciążę... Cóż, dzięki Roksi... Dodałam sobie na fb status "w związku". W szkole ten o to Patryk gdy się tylko dowiedział, zaczął mnie wyśmiewać... Kurde gdyby robił to przynajmniej po cichu. Ale nie! On siedział za mną w ławce i do koleżanki pytał się na cały głos jak mój były się nazywał itd. I zaraz był tekst "Boże, ja bym jej nawet patykiem nie tknął".
Myślałam, że się wtedy poryczę.
Później stwierdziłam, że ten związek jest bez przyszłości, więc zerwałam z chłopakiem na wakacjach.
Pojechałam wtedy chyba na kolonię... Chociaż nie! To było rok wcześniej. Tam poznałam również moją teraźniejszą przyjaciółkę (Wiktorię powiedzmy).
Mieszkała ode mnie jakieś 2/2,5h autobusem do miasta i z miasta do niej pociągiem. To nam nie przeszkadzało. Bo najpierw byłyśmy za młode by się widywać, więc tylko internet, skype i te sprawy. Po jakimś czasie, pojechałam do niej na wakacje, ona przyjechała do mnie i od tej pory tak do siebie jeździmy.
Gdy poszłam do szkoły średniej, bardzo się zmieniłam z charakteru, jak i z wyglądu. Lecz idąc do technikum, byłam dalej gruba...

To tak na wstępie. W kolejnym poście, który dodam zaraz będę pisała już kartki z mojego pamiętnika. Dowiecie się jak się zmieniłam, co robiłam, czego nie powinnam, a co powinnam. Tak jak napisałam wyżej, może będą to czytali jacyś rodzice, początkowi jak i zaawansowani. I taka trochę przestroga... Tak drodzy rodzice! Przestroga dla Was od 18-letniej dziewczyny. Uważajcie na swoje pociechy. Słuchajcie ich. Rozmawiajcie. Wspierajcie. Pozwólcie rozwijać ich zainteresowania, pasje. Dajcie im trochę swobody, bo później to, co myślicie, że robicie słusznie, może odwrócić się przeciwko Wam.
Do zobaczenia w następnym poście.
 

 
Cześć i czołem! Postanowiłam, że będę prowadziła tego bloga... A mianowicie będę pisała tutaj o swoim życiu... To istna telenowela. Od podstawówki, aż do teraz, na bieżąco. Zacznę pisać jutro, bo dziś jestem już po kilku kieliszkach, więc do jutra kochani. Na pewno nie będzie nudno. Do jutra, dobrej nocki